Już w podstawówce na lekcjach języka angielskiego uczymy się odróżniać występujące w pytaniach i przeczeniach muchmany. Nie sprawia Nam to większej trudności – kiedy możemy coś policzyć, piszemy many, kiedy mamy do czynienia z czymś, czego precyzyjnej liczby nie jesteśmy w stanie podać, wybieramy much. Nietrudne, prawda? Tym bardziej dziwi niezdawanie sobie sprawy przez większość Polaków, że w Naszym ojczystym języku występuje podobne rozróżnienie.

I tak oto mówimy, a przynajmniej mówić powinniśmy, o liczbie: sprawdzianów, które Nas czekają, członków rodziny, krzeseł wokół stołu oraz o ilości: mąki, którą należy dodać do ciasta, cukru wsypywanego do herbaty, mleka wlewanego do kawy.

Powyższy tytuł nie jest przypadkowy – we wrocławskich autobusach i tramwajach spotykamy się z informacją na temat „Ilości przystanków pozostałych do końca trasy”. Przystanki są jak najbardziej policzalne. Nikt oczywiście nie każe Nam ich liczyć, ale gdybyśmy chcieli, moglibyśmy to zrobić. Właśnie dlatego zapis powinien wyglądać tak: „Liczba przystanków pozostałych do końca trasy”. Błędnie użyty wyraz jest jak najbardziej zrozumiały. Co więc można mu zarzucić oprócz „łamania zasad”? – Brak precyzji, a to uwaga dość poważna.

Wracając do początku tekstu – czy od dzisiaj cudze rozróżniamy, ale o swoim też pamiętamy? Trzymam kciuki!

średnia ocen - 5.00
liczba głosów - 11

Skomentuj


Dodaj komentarz