Sprzątanie – doprowadzanie czegoś do porządku; usunięcie czegoś z miejsca, na którym nie powinno się znajdować. Piszę, bo niektórzy nie wiedzą. Poważnie. Ci niektórzy mają lat dwadzieścia kilka, malują się codziennie, pryskają perfumami, wyglądają całkiem ładnie i kompletnie nie przeszkadza im życie w chlewie. W związku z moją powszechnie znaną tolerancją 😈 na wszelkiego rodzaju patologiczne zjawiska, postanowiłam poświęcić post na objaśnienie wybranych czynności ułatwiających niesprowadzanie wyglądu mieszkania do obiektu, w którym zamieszkują świnie.

  1. Wyrzucanie śmieci – mało fascynujący proces, w którym należy wykazać się nadzwyczajną spostrzegawczością i zauważyć, że „coś się dzieje”. Mianowicie w koszu na śmieci zbiera się sterta, która uniemożliwia śmieciom spadanie, a generuje składanie ich w coraz to większą piramidę, która to piramida (bezczelna) zaczyna zrzucać odpady na dół. Czynności wstępne wyrzucania śmieci polegają na: ugniataniu sterty i zawiązywaniu worka. Kolejno trzeba (raczej niezwłocznie niż zwłocznie) pozbyć się worka z mieszkania. Włożenie do kosza nowego worka to czynność na tyle wymagająca i zaawansowana, że postanowiłam nie poruszać tutaj tego problemu.
  2. Ustawianie butów w przedpokoju – sprawa z butami jest równie skomplikowana jak proces wyrzucania śmieci. Otóż, kiedy mieszka się z innymi ludźmi, dobrze byłoby nie tylko zostawiać buty tam, gdzie się je zdjęło, ale też wziąć je do ręki (w sytuacjach krytycznego zmęczenia – pchnąć nogą, kopnąć) i ustawić w bezpiecznym miejscu – najczęściej jest to szafka na buty lub ułożenie obuwia maksymalnie (niemaksymalnie też by mnie usatysfakcjonowało) blisko ściany. Działanie to ma na celu zminimalizowanie prawdopodobieństwa śmierci domowników lub też pozostawienia przez nich zębów na parkiecie przedpokoju. Jeśli te argumenty nie przekonują, warto dodać, że przewracający się na butach domownik (który nie włącza światła w przedpokoju w nocy, bo nie chce zakłócać snu innym) może narobić hałasu i impertynencko obudzić współlokatorów (no co za cham).
  3. Wyrzucanie spleśniałych produktów – czytanie dat ważności na opakowaniach produktów spożywczych to nie lada wyzwanie, zostawmy to więc Małgorzacie Rozenek i innym perfekcyjnym paniom domu. W świecie ludzi, którzy nie chcą żyć razem z grzybami, wystarczy od czasu do czasu rzucić okiem na to, co planowaliśmy zjeść. Jeśli po takiej obserwacji, stwierdzamy, że ani teraz, ani nigdy nie będziemy mieli ochoty na skonsumowanie produktu, należy go wyrzucić. Drobną podpowiedzią może okazać się biały lub zielony nalot na produktach lub przykry zapach, trochę większą fakt, że produktu nie rozpoznajemy.

A kiedy po kilku miesiącach przełykania śliny i zaciskania pięści, zdobędziesz się wreszcie na odwagę i zwrócisz komuś, kto nie słyszał o wyżej wymienionych czynnościach (najsubtelniej jak tylko potrafisz) uwagę, dowiesz się, że „jesteś psychiczna”. Cierpieliście kiedyś podobne katusze?

PS Nie, wrzucenie śmieci, które są już upchane, związane i wystawione koło drzwi wyjściowych to nie jest bohaterstwo.

średnia ocen - 5.00
liczba głosów - 11

Skomentuj

Kategorie: Kultura