Tramwajem jeżdżę codziennie. Każdego dnia podróż środkami komunikacji zajmuję mi trochę ponad pół godziny i każdego dnia przeżywam swój dzień (a właściwie trzydzieści minut) świra. I nie chodzi mi o pana, który trzyma w widocznie brudnej ręce kiełbasę, wcina ją ze smakiem i roznosi kiełbasiany zapach po całym wagonie. Na tego pana z kebabem też już nie zwracam uwagi. Pani, której pies zajmuje miejsce siedzące (na którym na przykład mogłabym sobie usiąść ja), również mi nie przeszkadza. I nawet inna pani, pani starsza, która uderza mnie torebką po ramieniu (kiedy jakimś cudem uda mi się usiąść), bo bardzo jej się moje miejsce podoba i misją życiową tej kobiety wydaje się zajęcie go (mimo że za mną są trzy puste fotele, ale widać brakuje im „tego czegoś”), ta pani też nie wywołuje u mnie jakiś większych emocji.

Inaczej jest z osobami, które tramwaj traktują nie tyle jak pomieszczenie „pogaduszkowe”, co bardziej jak salę zwierzeń, wyrzutów, opowiadań o życiowych klęskach i najbardziej bolesnych doświadczeniach. Dzięki podróżom tramwajem mogę się poszczycić znajomością większej liczby historii frustratów niż wierni widzowie „Rozmów w toku”. Słyszałam niedawno od wymalowanej blondynki, posiadaczki najdłuższych neonowych paznokci na świecie, że „Wujka Adama to ona jeszcze może zaprosić na swoją osiemnastkę, ale ciotkę Bożenę? Ciotkę Bożenę!? Tę krowę!? Tej krowy ani jej bachorów to ona widzieć nie chce! Bo tak już jest postanowione!”.

Zdarzyło mi się również słuchać żali na temat okrutnego dziadka, co to ostatnim starczym tchnieniem zmienił testament w imię niesprawiedliwości, czy słuchać o przebiegu wygranej sprawy sądowej z „tą szogunką z piętra niżej”. Nie sposób nie wspomnieć o moich ulubieńcach – nazywam ich „pseudokulturalistami” – klną i drą się całą drogę tramwajem, a tuż przed opuszczeniem pojazdu krzyczą na współtowarzyszy, że ci „Są kurwa niekulturalni i chyba już kurwa ich Bóg opuścił, że tak odpierdalają”. Zdarza się, że osoby, na które nakrzyczano dodają coś od siebie, na przykład o braku matczynej miłości: „Może ja jeste niekulturalny, ale to ciebie stara nie kocha”.

Jedzmy już te kiełbasy, jak musimy, bo może faktycznie skręca nas z głodu. Niech nasze psy zajmują najlepsze miejsca w tramwajach, bo może faktycznie trudniej im się stoi niż nam. Pozwalajmy się okładać torebkami przez panie starsze, bo może faktycznie jest to ich jedyna życiowa rozrywka. Pamiętajmy tylko o jednym – o tym, że sprawy trudne, prywatne, przykre powinny zostać NASZYMI, w innym wypadku podróż staje się niesmaczna, choć kebab wciąż tak samo smakuje.

Wszystkie przykłady z życia wzięte, przysięgam.

średnia ocen - 5.00
liczba głosów - 13

Skomentuj

Kategorie: Kultura